„Nowy Rok – nowy ja”. Szkoda tylko, jak po tygodniu wraca „stary ja”. Co zrobić, aby faktycznie osiągnąć to, co sobie zamierzymy? Na początku przeczytaj moją krótką historię.

 

Kiedy zaczynałem karierę nie byłem najbardziej kompetentną osobą na świecie. Właściwie na początku było wręcz odwrotnie. Nie byłem też zaangażowany. Taka mieszanka oczywiście skutkowała słabymi wynikami. 

 

Po czasie dojrzałem do tego, że jednak chciałbym poprawić wyniki. Ale żeby zamierzanie zamienić w konkretne działania minęło sporo czasu. Więc wyniki wciąż były kiepskie. Ponadto moja wiara, że coś da się zmienić była raczej wątła. Bo jak mogła taką nie być, skoro jeszcze nigdy niczego w swoim życiu jakoś diametralnie nie zmieniłem?

 

Pewnego razu w Empiku wpadłem, zupełnym przypadkiem, na książkę o skutecznej sprzedaży. Jako, że moja sprzedaż skuteczna nie była – zakupiłem pozycję. Odmieniła ona moje życie jako handlowca, dała solidne podstawy do dalszego rozwoju. Wyniki się poprawiły, trochę. Tę książkę zrecenzowałem i przeczytasz o niej tutaj.

 

To było też moje rozpoczęcie przygody z czytaniem lektur biznesowych i menedżerskich na własną rękę.

 

Samodyscyplina, plan na siebie i zarządzanie celami

 

Dalej, również zupełnym przypadkiem, pożyczyłem od przyjaciela książkę Briana Tracy’ego o potędze samodyscypliny. Taką z żółtą okładką, zapewne też niedługo zrecenzuję na blogu. Było tam trochę o celach, o tym jak je ustalać, jak nadać im odpowiednią rangę w swoim życiu i wreszcie o tym co robić, kiedy celów mamy wiele i kolidują one ze sobą. Czyli jak nimi zarządzać.

 

Po tej lekturze nic już nie było takie samo. Ustaliłem cele strategiczne, które są ze mną do dziś (a byłoby to z jakieś 6 lat; teraz oczywiście aktualizuję taktyki). Zaangażowałem się w pracę, w biznes. I w końcu postawiłem na sprawczość i wspomnianą samodyscyplinę*. Wyniki wzrosły gargantuicznie.

 

Niemal równocześnie przeczytałem książkę Mateusza Grzesiaka o tym jak wymyślić siebie na nowo. Również było tu o celach. Było też o planowaniu w retrospektywie*, którą uważam za mega pomocne narzędzie, które nie tylko systematyzuje nasze cele, ale i daje kopa – w zasadzie od razu.

Wymyśliłem więc siebie na nowo. I w tym schemacie funkcjonuję.

 

To nie takie łatwe. I nie wystarczy czytać

 

Powyższa historia została opisana dosyć skrótowo co może powodować pewien odbiór na zasadzie „hochsztapler – sobie przeczytał coś tam i nagle udaje wyrocznię”. Otóż nie wystarczy czytać. I nie było łatwe podążać wyznaczoną drogą. Oczywiście nie opisałem różnych przejść i w końcu konkretnych działań i mechanizmów, które mi pomogły. Zapełniłoby to dużo miejsca – jak już wspominałem główne cele ustaliłem jakieś 6 lat temu.

 

Bez działania nic się nie wydarzy. Jednak pewna wiedza i metodyka może stać się iskierką, która rozpali w Tobie ogień.

 

*Jeszcze prezent. Tak się złożyło, że napisałem 4 posty o celach – inspirowane między innymi wymienionymi książkami. Wiadomo, że mało osób czyta bloga od deski do deski – więc zakładam, że mogło Ci to umknąć. Podaję więc poniżej link do katalogu (podstrony), gdzie znajdziesz je wszystkie:

 

Prezent – kliknij i przeczytaj o celach oraz o tym, jak nimi zarządzać

 

Zaraz nowy rok. Życzę więc, żebyś zamienił swoje marzenia w cele. I żebyś je osiągnął – krok po kroku.

 

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
 

Może zainteresują Cię poniższe posty?