To nie są anonimowe obiekty i anonimowe zawody. To ludzie. Kiedy Ty nie możesz zrobić formy na lato – ktoś musi zamknąć biznes. Nie wiadomo na jaki czas. To co się dzieje – jest złe. I tyle.

 

Może zostaną otwarte w którymś tam etapie. Czyli kiedy? Jeszcze nie wiadomo. Siłownie. Kluby sportowe. Kosmetyczki. Fryzjerzy. To nie są anonimowe obiekty i anonimowe zawody. To ludzie.

Ty nie możesz zrobić hybrydy, ktoś nie ma na chleb. Ty nie możesz podstrzyc grzywki – ktoś musi powiedzieć dzieciom, że trzeba się wyprowadzić z domu. Ty nie możesz zrobić bicepsa na wakacje – ktoś musi zamknąć biznes, w który zainwestował więcej potu, łez i pieniędzy niż kiedykolwiek będziesz sobie w stanie wyobrazić.

 

Koronawirus to jedno, ludzie to drugie

 

Wiadomo, że nie można pozwolić tej pandemii tak sobie szaleć. Ale to co się dzieje to gaszenie pożaru benzyną. Pamiętajmy, że ludzie tracą pracę, biznesy, pieniądze. Tracą swoje marzenia. Knajpy się zamykają. I to nie jest tak, że to jakaś tam knajpa. To właściciel, który wziąć kredyt na 200 tys. zł z banku i 50 tys. zebrał po rodzinie. A teraz jest bankrutem. To człowiek, który piął się do góry, a teraz tonie w długach.

 

A kto traci pracę? Nie ludzie, którzy mają odłożoną pokaźną kupkę – poduszkę finansową. Ci ludzie najczęściej zarabiają sporo – z racji pełnionej funkcji. Z racji pełnionej funkcji nikt ich nie zwolni. Zwalniani są ludzie, którzy raczej tej poduszki nie mają. I co ma powiedzieć matka wychowująca samotnie trójkę dzieci, która do tej pory zarabiała minimalną krajową, a teraz nie zarabia nic? Tarcza? Chyba „na tarczy”.

 

Psują się relacje i związki. Ludzie tracą odporność – przez ciągły stres. I też chorują. Ale chorują też na nerwice i depresje. Popełniają samobójstwa. I co – nagle bilans koronawirusowy trochę się zwiększa, co nie?

 

A najgorsze jest to, że ludzie nie mają na to wpływu

 

Ktoś otwiera biznes – to znaczy, że ryzykuje. Ryzykuje swój czas i oczywiście pieniądze. Wchodzi w grę rynkową, gdzie nie wszyscy są wygrani. I to akceptuje.

Wciąż jednak co innego stracić w skalkulowanej grze. Grze, gdzie są jakieś opcje – można spróbować inaczej, zrobić pivot, znaleźć inwestora. Grze, gdzie cokolwiek zależy od gracza. Co innego, kiedy tracisz wszystko i wiesz, że nic się nie da zrobić. Że to nie zależy od Ciebie. Bo ktoś z góry zamyka gospodarkę i nie raczy powiedzieć na jaki czas. Rozwala wszystko, jak dziecko, które sfrustrowane rozgrywką szachową rzuca planszę o ścianę i idzie się obrazić.

 

A rząd zamknął sobie wszystko… od tak

 

Jestem przeciwnikiem nierobienia niczego. To też może prowadzić do paraliżu – spójrzmy na Włochy. Ale rozwiązania powinny być robione z głową. Rozwiązania powinny być możliwe do zastosowania równolegle z sytuacją pandemii. Ograniczenia, środki ostrożności – jak najbardziej. Trzeba. Panika? Trzeba mieć duże szczęście, żeby w panice podjąć dobrą decyzję. A nasz rząd tego szczęścia nie miał.

 

A może niech rządzący nie pobierają przez czas obostrzeń pensji? Tak solidarnie? Tak jak  w wielu spółkach prywatnych Członkowie Zarządu rezygnują z wynagrodzenia, żeby ratować firmę? Obawiam się, że gdyby takie rozporządzenie weszło w życie dzisiaj – do majówki sprawa by się rozwiązała.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
 

Może zainteresują Cię poniższe posty?