Odłóżmy na bok błędy w grze. Dzisiaj spójrzmy na marketing. Okazuje się, że ten jest bezbłędny. I warto z tego wyciągnąć naukę dla siebie.
Chociaż Cyberpunk 2077 było najbardziej wyczekiwaną premierą roku, w dodatku polską produkcją, grą twórców sławnego Wiedźmina – mnie wieści o nim nie porywały. Być może przez tryb widoku z pierwszej osoby – czyli taki, który nie jest mi szczególnie bliski. A mimo to kupiłem grę dosłownie kilka dni po launchu.
Reklama i PR na światowym poziomie
To istny majstersztyk, case study dla studentów zarządzania, reklamy, marketingu czy PR’u. Wzbudzanie zainteresowania, reklamy widoczne co i rusz – i to nie tylko w Polsce ale i na Times Square (sic!). Publikacje w prasie wszelakiej – nie tylko na blogach o grach komputerowych czy nowych media, ale i w czasopismach ogólnobiznesowych.
Czytałem ostatnio książkę Setha Godina pt. „To jest marketing (…)”. Tam autor pisał o napięciu spowodowanym tym, że wszyscy o czymś mówią, o jakimś produkcie lub usłudze. Według tej teorii jeżeli nie masz tego produktu, nie znasz go – czujesz się wyobcowany. Może to zabrzmieć dziwnie, ale taka jest prawda – jest to zresztą jeden z fundamentów powstawania mody czy trendów – ludzie podążają za grupą.
Cyberpunk właściwie wyskakiwał z lodówki. Więc i ja się skusiłem – żeby samemu sprawdzić jaka ta gra jest.
Lekcja dla marketingowców – działania posprzedażowe
To, co przyczyniło się w głównej mierze do napisania artykułu na bloga, to to fakt, że CD Project Red odrobiło marketingową lekcję. Sprzedaż nie kończy się w momencie zakupu.
Kupiłem wersję boxową (tj. w pudełku). Opakowania większości gier wyglądają w zasadzie tak samo – płyta, szybka instrukcja… i tyle. A w Cyberpunk? Mapa świata gry i pocztówki z poszczególnych lokacji, wlepki, książeczka z wprowadzeniem do historii. A do tego liścik adresowany do gracza/nabywcy.
Czy gra byłaby wybrakowana bez wspomnianych insertów? Na pewno nie. Ale to jest pójście krok na przód. Ich koszt zapewne opiewał na 1-2 zł. To jednak dopieszcza nabywcę i utwierdza słuszność wyboru. Tak to się robi*.
Byłoby pięknie, gdyby nie błędy
Z jednej strony mamy dopracowane opakowanie, z drugiej – niedopracowaną grę. Ale i tutaj polska firma stara się zaradzić – prowadzi dialog z odbiorcami, przeprasza i gwarantuje możliwość zwrotu gry w przypadku konsol starszych generacji.
Błąd rzecz ludzka, niedopracowanie też – ale dzisiaj nie omawiam kwestii technicznych najnowszej polskiej produkcji. Dzisiaj jest o marketingu. A tutaj błędów nie ma.
*W sprzedaży, w pracy handlowca też tak się to robi – czy to na rynku B2C, czy na B2B. Kontakt po sprzedaży pokazuje, że Ci zależy, że nie są ważne tylko pieniądze. Ale przy okazji… może przesądzić o przyszłych zakupach.